Wakacje Serbia-Macedonia-Grecja

Sierpień 2019

Dlaczego tam?

Pomysł dojrzewał od lat; przede wszystkim chcieliśmy zobaczyć Grecję kontynentalną i Macedonię. Ponadto, od dłuższego czasu planowaliśmy wspólne wakacje z Huminiakami. Udane wakacje AD 2000 oraz kilka wspólnych, równie udanych, wyjazdów wiosennych sprawiły, że cieszyliśmy się na myśl o lecie spędzonym w towarzystwie naszych przyjaciół. Jak powiedziała Zosia, „dajmy Chabikom szansę!”. W poprzednich latach testowaliśmy model trzytygodniowych wakacji z tygodniem stacjonarnym pośrodku, w tym roku – ze względu na pracę Ani – musieliśmy skrócić go jeszcze o dwa dni. Ostatecznie stanęło na podróży tam przez 6 dni, pobycie 6 dni i powrocie przez 5 dni.

Początkowo naszym miejscem docelowym miał być Epir, grecki region graniczący z Albanią. Ale nie udało się tam znaleźć odpowiedniego domu i ostatecznie stanęło na Peloponezie Zachodnim – odpowiedni dom znaleźliśmy w miejscowości Kyparissia.

Novi Sad

Wyruszyliśmy z Nowego Targu, gdzie nocleg zapewnił nam przyjaciel Tomka, w niedzielę rano i tego samego dnia dotarliśmy do Nowego Sadu – drugiego co do wielkości serbskiego miasta, położonego nad brzegiem Dunaju. Dwie główne jego atrakcje to historyczne centrum z kościołem i teatrem, oraz twierdza z czasów, gdy Habsburgowie władali Wojewodiną. Odkryliśmy jeszcze jedną – rzemieślniczą lodziarnię przy głównej ulicy. Twierdza najlepiej widoczna jest spod pomnika upamiętniającego masowy mord dokonany przez węgierskich Honwedów na Serbach oraz Żydach z Nowego Sadu. Z niej roztacza się piękny widok na dolinę Dunaju oraz samo miasto. Zwiedzanie twierdzy było trochę utrudnione ze względu na panujący tego dnia upał – podobno były to najcieplejsze dni zanotowane w Serbii od początku pomiarów.

A large tall tower with a clock on the side of a building

Description automatically generated      A group of people posing for the camera

Description automatically generated

Belgrad

Z Nowego Sadu skierowaliśmy się w stronę serbskiej stolicy – Belgradu. Wtedy ujawnił się pierwszy problem samochodowy – w naszym Oplu wysiadła klimatyzacja. Na szczęście po dotarciu do miasta szybko znaleźliśmy nieduży warsztat samochodowy, w którym kompetentni mechanicy do 10:00 rano dnia następnego wymienili zepsutą część i uzupełnili płyn. Przez następne dwa tygodnie mogiśmy cieszyć się chłodnym powietrzem dmuchającym z nawiewu.

Największe miasto Serbii zwiedzaliśmy by night, co było korzystne, zważywszy na temperaturę. Główny deptak (Knez Mihailova) prezentuje się bardzo okazale, europejsko – co było dla nas zaskoczeniem, zważywszy na to, jak zapamiętaliśmy Serbię. W komunikacji miejskiej można płacić kartami w kasownikach, tak jak we Wrocławiu, a serbska młodzież dobrze mówi po angielsku. Na końcu deptaka znajduje się osmańska twierdza Kalemegdan, a raczej pozostałości po niej. Anie i Tomka najbardziej zainteresowała wystawa broni, zwłaszcza pojazdów wojskowych, zgromadzonych w fosie twierdzy.

Następnego poranka odbyliśmy jeszcze arcyciekawą dyskusję z właścicielem hoteliku, w którym spędziliśmy noc. Opowiadał między innymi, że Serba nie stać już, aby wypocząć nad Adriatykiem w Chorwacji, bo jest za drogo. Ale to i tak nic, bo Serba nie stać także, aby mieszkać w Belgradzie. „Przeciętna pensja to 600-700 euro, wynajęcie mieszkania kosztuje prawie 1000 euro, nie wiadomo za co mają żyć” – żalił się.

A group of people walking down a street

Description automatically generated   A castle on top of a building

Description automatically generated

Golubac i przełom Dunaju

Po odebraniu samochodu od mechanika, pojechaliśmy w kierunku kolejnego naszego przystanku, Golubaca nad Dunajem. To nieprawdopodobnie malownicza twierdza położona nad jeziorem zaporowym, w cieniu Karpat. Odnowiona za unijne pieniądze, dumnie spogląda białymi murami ponad Dunajem na drugi, rumuński brzeg. Nam przywodziła na myśl Gondor. Po jej murach poprowadzono kilka szlaków o różnym stopniu trudności. Na sam dół mogą wejść wszyscy, za darmo. Wyższe szlaki wymagają dobrych butów (co najmniej sportowych) i są dodatkowo płatne. Niestety dwa z nich tego wieczora były zamknięte, ale z góry i tak roztaczały się imponujące widoki. Zamek w Golubacu co najmniej tak samo pięknie jak za dnia prezentuje się również by night.

Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze Lepenski Vir – stanowisko archeologiczne sprzed ponad sześciu tysięcy lat! Słynie przede wszystkim z „posągów z rybimi ustami” – owalnych, ociosanych kamieni, z charakterystycznym wyrazem twarzy. Pod szklanym zadaszeniem znajdują się także odkopane ślady chat, a pobliskie stanowiska komputerowe pozwalają „zwiedzać” paleolityczną wioskę w wizualizacji 3D wykonanej w oparciu o motor Unity.

Spektakularne widoki roztaczają się z drogi prowadzącej od Golubaca do Lepenskiego Viru, ale najbardziej imponowali nam rowerzyści, którzy drogą poprowadzoną wąwozem Żelaznej Bramy, wśród pionowych, karpackich skał, z zapamiętaniem pedałowali w temperaturze ponad 30 stopni.

Atrakcją tego wieczora były jeszcze koty i ryba. Właścicielka naszego pensjonatu okazała się być posiadaczką stadka chyba 10 kotów (w tym wielu młodych kociąt), więc nasze dziewczyny oszalały z miłości i szczęścia. Dla nas większą atrakcją była ryba w restauracji Nana położonej w Golubacu. Komfortowe, przestronne pokoje oraz cisza naddunajskiej nocy dały nam energię do następnego dnia.

A castle on top of a building

Description automatically generated   A picture containing building, indoor

Description automatically generated   A plaque with text

Description automatically generated   A body of water with a mountain in the background

Description automatically generated   A statue of a person

Description automatically generated   A picture containing building

Description automatically generated

 

Strony 1 2 3 4  Następna