Cóż,
wyjeżdżaliśmy zawsze w podobne miejsca – ciepłe, względnie niedrogie,
samochodem. Skąd więc pomysł wyjazdu odwrotnego – do kraju raczej chłodnego, drogiego
i do tego samolotem? Chyba trochę potrzebowaliśmy odmiany. Te zielone wzgórza,
surowe atlantyckie pejzaże, klimat irlandzkiego pubu oraz dźwięki muzyki
chodziły nam po głowie.
Na wyjazd
namówiliśmy naszych przyjaciół i sprawdzonych towarzyszy podróży – Zuzę i
Tomka. Kuba kupił bilety z Warszawy do Shannon. Pierwszy termin się nie udał –
zarówno u Kuby, jak u Zuzy w pracy był tzw. pożar. Udał się dopiero drugi –
który akurat zbieżny był z Halloween. Wielką niewiadomą były też pandemiczne
zasady związane z podróżami. Na szczęście skończyło się na konieczności
przedstawienia certyfikatu szczepień oraz wypełnieniu online specjalnego
formularza.
Z niewielkimi
przygodami (godzinny nieplanowany postój na drodze S7 z powodu wypadku), dojechaliśmy
do Modlina, a stamtąd polecieliśmy do Shannon. Wieczór rozpoczął się po
irlandzku – deszczem i pintą Guinnessa.
Rano, po sutym,
typowo irlandzkim śniadaniu, wypożyczyliśmy samochód. Czekała nas pierwsza,
pełna emocji przejażdżka, po lewej stronie drogi i z kierownicą po prawej. W
sumie sama jazda była do ogarnięcia, problemem było tylko włączanie się do
ruchu, trochę ronda, i przede wszystkim mijanie się na wąskich, irlandzkich
drogach.
To dobry moment
na dygresje drogową. Nie wiedzieć czemu, Irlandczycy nie uznają takiego
wynalazku jak pobocze. W wielu miejscach jedzie się pomiędzy dwoma ścianami
zieleni, po jednej i po drugiej stronie, a mijanie w takich warunkach to zawsze
kontrolowana katastrofa. Nasz Hyundai Kona sprawował się jednak bardzo dobrze i
właściwie jedyne, co można było mu zarzucić, to kiepskie audio i brak
ogrzewanych lusterek.
Irlandzkie
ograniczenia prędkości są rozmieszczone bardzo sensownie. W centrach
miejscowości przy szkołach jest 50 km/h oraz fotoradar mierzący prędkość i dziękujący,
jeśli zejdziemy poniżej dopuszczalnej. Tuż za najbardziej zatłoczonymi centrami
limit wzrasta do 80 km/h. Pomiędzy miastami ograniczenie wynosi 100 km/h, a na
drogach szybkiego ruchu sięga 120 km/h. Utrzymanie prawidłowej prędkości nie
było więc żadnym problemem i nie spodziewamy się spóźnionych pamiątek po
krótkich, irlandzkich wakacjach.